Wspomnienia w kolorze sepii. Anna J. Szepielak
Чтение книги онлайн.

Читать онлайн книгу Wspomnienia w kolorze sepii - Anna J. Szepielak страница 3

Название: Wspomnienia w kolorze sepii

Автор: Anna J. Szepielak

Издательство: OSDW Azymut

Жанр: Современные любовные романы

Серия: Saga maÅ‚opolska

isbn: 978-83-8195-052-7

isbn:

СКАЧАТЬ znowu powody? Co ty wymyśliłaś? – niecierpliwiła się.

      – Aśka, uspokój się. Właśnie po to dzisiaj przyszłam, żeby wam o tym powiedzieć: tobie i mamie. Nie mogłam wcześniej, bo nawet Mateusz dowiedział się dopiero w zeszłym tygodniu. Musiałam mieć pewność. – Janina mówiła z takim wysiłkiem, jakby przerzucała głazy w kamieniołomie.

      Joasia czuła, że rośnie jej ciśnienie.

      „Za chwilę oszaleję i odwiozą mnie do Tworek! – pomyślała, wolnym ruchem odgarniając z czoła krótką brązową grzywkę. Ten wyćwiczony przez lata gest zawsze dawał jej kilka sekund na wyciszenie emocji. – Jestem spokojna i cierpliwa! Raz, dwa, trzy…” – policzyła w duchu.

      Starając się zapanować nad wyrazem twarzy, przybrała jedną z tych łagodnych min, jakimi obdarza się chorych lub zagubione dzieci, by ich nie przestraszyć.

      – Możesz trochę jaśniej? – poprosiła. – Nie wiem, kiedy mama wróci z zakupów, więc nie trzymaj mnie w niepewności, bo zwariuję.

      – Jestem w ciąży – rzuciła krótko Janina.

      W pierwszej chwili Joasię zatkało.

      – Słucham?!

      – To dziewiąty tydzień. Gdyby nie badania kontrolne, pewnie do tej pory myślałabym, że to tylko stres i przemęczenie. Ale znowu jestem w ciąży, choć tym razem to czysty przypadek.

      Joasia przez chwilę nie bardzo wiedziała, jak zareagować. Zdjęła okulary i odruchowo przetarła szkiełka brzegiem kwiecistego kuchennego fartucha.

      – Cudownie – powiedziała oszołomiona. – To dlatego ostatnio znowu tak ładnie nabrałaś ciała. No widzisz! A tak się bałaś, że nie będziesz miała więcej dzieci – palnęła. Zaraz potem ugryzła się w język, tym razem naprawdę boleśnie.

      – Wiem. I nadal się boję.

      – Ale czego?

      Janina rzuciła siostrze spojrzenie będące mieszaniną krytyki i politowania. Doskonale wiedziała, że pod maską radości i wsparcia Asia skrywa taki sam niepokój, jaki trawił ją od kilku tygodni.

      – Chyba nie trzeba kończyć psychologii, żeby to zrozumieć – stwierdziła z przekąsem. – Nie obawiaj się, dam sobie radę. Na szczęście mam was wszystkich do pomocy. Tak?

      Zdenerwowanie, które przez chwilę ogarnęło Joasię, raptem opadło. Powoli docierało do niej, że Janina rzeczywiście bardzo chciała uwierzyć w swoje szczęście, choć jeszcze kilka miesięcy temu była w czarnej rozpaczy po śmierci synka.

      – No dobrze, nie dąsaj się. – Zagarnęła ją ramieniem i serdecznie uściskała. – To wspaniała wiadomość, a nasza mama będzie zachwycona. Zobaczysz, że tym razem wszystko będzie dobrze – dodała pogodnym tonem.

      – Wiem, tylko… Zanim oficjalnie powiemy całej rodzinie i znajomym, chcę trochę odczekać.

      – Jasne. Jeśli sądzisz, że tak będzie lepiej, to zachowamy tajemnicę – zapewniła Joasia.

      – Wytrzymasz nawet przy Marcie?

      – Wytrzymam – mruknęła rozbawiona Joasia, myśląc jednocześnie o tym, że niełatwo jej będzie ukryć swoje emocje przed przyjaciółką.

      – To dobrze. Najpierw chcę pojechać do Krakowa, do profesora, żeby zrobić wszystkie badania. Zresztą my z Mateuszem ciągle jesteśmy w żałobie, a tu taki numer.

      – Oj, Janeczko! Proszę cię, nie myśl o tym. Dziecko musi czuć, że jego mama jest szczęśliwa.

      – Ostatnim razem też byłam bardzo szczęśliwa, a jednak małe serduszko wytrzymało zaledwie kilka godzin. Gdyby mój synek nie urodził się tak wcześnie… W siódmym miesiącu nie miał szans z tą wadą. – Oczy Janiny zwilgotniały.

      – Proszę cię, przestań.

      – Tylko skąd miałam wiedzieć? Wszystko przebiegało normalnie. Moje bliźniaczki są przecież zdrowe, dzięki Bogu. – Janina ożywiła się nieco sztucznie, mrugając powiekami, by powstrzymać łzy. – Ale gdybym wiedziała wcześniej, od razu jeździłabym do profesora, a nie do zwykłego położnika. Profesor mówił, że to może być dziedziczne – paplała nerwowo.

      Joanna czuła, że siostrze jest teraz zupełnie obojętne, co mówi, byle tylko zagłuszyć bolesne wspomnienia. Przywołała więc na twarz najpogodniejszy uśmiech, na jaki było ją w tej chwili stać.

      – Tym razem nie będzie żadnych problemów. Słyszysz, Janeczko? – powiedziała cichym, melodyjnym głosem, jakby usiłowała zahipnotyzować siostrę. – Pamiętasz, co mówił profesor? Że nie ma powodu do strachu, bo kolejne dzieci mogą być zdrowe jak rydze.

      – No właśnie: mogą.

      – Daj spokój. Ten maluch potrzebuje radosnej mamy. – Delikatnie położyła dłoń na brzuchu siostry. – A ty musisz nad tym jeszcze trochę popracować. Sama wiesz.

      – Wiem.

      – To przestań się zadręczać. No już, uspokój się, odetchnij i pokaż mi, jak się cieszysz ze swojego szczęścia.

      Nieśmiały, lecz pełen wdzięczności uśmiech rozjaśnił twarz Janiny.

      – Masz rację. Muszę się po prostu czymś zająć, żeby za dużo nie myśleć. Tylko czym? – zastanawiała się. – Od kiedy obcięli etat pedagoga do połowy, dostaję wariacji, siedząc w domu całymi popołudniami! Dawniej miałam tyle zajęć dodatkowych, a teraz… Wypełniłam już całą dokumentację na pół roku do przodu i nawet napisałam scenariusz na akademię na Dzień Dziecka. Rozumiesz? Na czerwiec.

      – Hmm… Może wydziergasz te misie, które mi obiecałaś? Wybieram się do Sącza, do sklepu Marczewskiej, bo skończyłyśmy z mamą to zamówienie na serwety i ozdoby choinkowe. Zabrałabym wszystko razem.

      – Jakoś nie mam ostatnio cierpliwości do szydełka – westchnęła Janina. – Potrzebuję działać, organizować, a nie siedzieć na tyłku w fotelu.

      – No to nie wiem… Może zaczniesz planować chrzciny?

      – Aśka! Takich rzeczy nie robi się przed porodem!

      – No już dobrze, dobrze, ty zabobonna poganko – zaśmiała się Joasia. – Ale chyba możesz o tym pomyśleć, co? Sama wiesz, ile jest zamieszania z organizowaniem takiej imprezy. Potem wszystko załatwia się na ostatnią chwilę. Poza tym, zapewniam cię, że to będzie wielkie święto i wielka radość, bo ten maluszek przyjdzie na świat i bez żadnych komplikacji. Wierzysz mi?

      – Wierzę – odparła Janina. – A co do chrzcin, to masz rację: pomyślę. Bylebyś mi się zaraz nie pchała z jakimiś pomysłami – zastrzegła szybko. – Sami zajmiemy się tym z Mateuszem.

      – Nie ma sprawy. Spróbuję się trzymać na uboczu – obiecała rozbawiona Joasia.

СКАЧАТЬ