Название: Zima świata
Автор: Ken Follett
Издательство: OSDW Azymut
Жанр: Юмористическая проза
isbn: 978-83-8215-259-3
isbn:
– No i co? – spytała.
– Och, jest piękna, ale… – zaczęła Eva.
– Oczy wyjdą im na wierzch – orzekła Olga, która uwielbiała, kiedy córka się stroiła. Może przypominało jej to młode lata.
– Daisy, jeśli one są snobkami, dlaczego chcesz iść na to przyjęcie? – dziwiła się Eva.
– Będzie tam Charlie Farquharson, a ja się zastanawiam, czy za niego wyjść.
– Mówisz poważnie?
– To doskonała partia – wtrąciła Olga.
– Jaki on jest? – dopytywała się Eva.
– Uroczy – odparła Daisy. – Trudno go uznać za najprzystojniejszego chłopca w Buffalo, ale jest grzeczny, dobroduszny i raczej nieśmiały.
– Wygląda na to, że bardzo się różnicie.
– Różnice się przyciągają.
– Farquharsonowie to jeden z najstarszych rodów w Buffalo – oznajmiła Olga.
Eva uniosła ciemne brwi.
– Są snobami?
– I to jakimi – potwierdziła Daisy. – Ale ojciec Charliego stracił wszystkie pieniądze w czasie krachu na Wall Street i umarł. Niektórzy mówią, że się zabił. Dlatego rodzina chce odbudować dawną fortunę.
Eva była zaszokowana.
– Masz nadzieję, że ożeni się z tobą dla majątku?
– Nie, ożeni się ze mną, bo go omotam. Ale jego matka zaakceptuje mnie dla pieniędzy.
– Mówisz, że go omotasz… Tylko czy on o tym wie?
– Jeszcze nie. Ale wydaje mi się, że mogę zacząć dzisiaj. Tak, to odpowiednia spódnica.
Daisy ubrała się na niebiesko, a Eva na granatowo-biało. Kiedy się przygotowały, było już późno.
Matka Daisy nie chciała zatrudniać szofera.
– Wyszłam za szofera ojca i zrujnowałam sobie życie – mawiała. Bała się, że córka postąpi podobnie, i dlatego zagięła parol na Charliego Farquharsona. Kiedy chciała pojechać dokądś swoim trzeszczącym stutzem rocznik 1925, kazała ogrodnikowi Henry’emu zdejmować kalosze i wkładać czarny garnitur. Daisy miała jednak własny wóz, czerwonego chevroleta sport coupe.
Lubiła prowadzić, czuć moc silnika i prędkość. Ruszyły na południe i wyjechały z miasta. Daisy trochę żałowała, że do plaży jest tylko dziesięć kilometrów.
W czasie jazdy wyobrażała sobie siebie w roli żony Charliego. Dzięki jej fortunie i jego pozycji towarzyskiej zostaną jedną z pierwszych par w Buffalo. Zastawa na ich przyjęciach będzie tak elegancka, że na jej widok goście będą wzdychali z zachwytu. Ich jacht będzie największy na przystani, będą na nim wydawali rauty dla bogatych par lubiących się bawić. Wszyscy będą marzyli o zaproszeniu od pani Charlesowej Farquharson. Żadna impreza charytatywna nie odniesie sukcesu, jeśli u szczytu stołu nie zasiądą ona i jej mąż. Widziała tę scenę jak w filmie: ubrana w suknię z Paryża sunie wśród tłumu mężczyzn i kobiet patrzących na nią oczami pełnymi podziwu, ona łaskawie rozdziela komplementy, a oni uśmiechają się z wdzięcznością.
Wciąż marzyła, gdy dojechały do celu.
Buffalo leży w północnej części stanu Nowy Jork, w pobliżu granicy z Kanadą. Plaża Woodlawn to długa na półtora kilometra łacha piasku nad jeziorem Erie. Daisy zaparkowała samochód i ruszyły piechotą przez wydmy.
Na miejscu było już pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt osób, elita młodzieży z Buffalo, grupa uprzywilejowanych nastolatków, którzy przez całe lato za dnia żeglowali i uprawiali narciarstwo wodne, a wieczorami chodzili na potańcówki. Daisy przywitała się z tymi, których znała – czyli praktycznie ze wszystkimi – i przedstawiła Evę. Dostały szklanki z ponczem. Daisy ostrożnie spróbowała trunku, bo niektórzy chłopcy lubili dla zabawy wzmocnić go paroma butelkami ginu.
Przyjęcie wydano na cześć Dot Renshaw, pyskatej dziewczyny, z którą nikt nie chciał się ożenić. Renshawowie byli starym rodem, tak jak Farquharsonowie, lecz ich fortuna przetrwała krach gospodarczy. Daisy nie omieszkała podejść do gospodarza, ojca Dot, i podziękować mu za zaproszenie.
– Proszę wybaczyć, że się spóźniłam – powiedziała. – Straciłam rachubę czasu!
Philip Renshaw zlustrował ją od góry do dołu.
– Masz bardzo krótką spódnicę – zauważył głosem, w którym dezaprobata walczyła z pożądliwością.
– Bardzo mi miło, że się panu podoba – odparła Daisy, jakby usłyszała komplement.
– Tak czy owak, dobrze, że w końcu się zjawiłaś – ciągnął gospodarz. – Przyjeżdża fotograf z „Sentinela” i przyda się parę ładnych dziewcząt na zdjęciu.
– A więc dlatego mnie zaprosił – mruknęła Daisy do Evy. – Jak miło z jego strony, że dał mi to do zrozumienia.
Pojawiła się Dot. Miała szczupłą twarz i szpiczasty nos. Daisy uważała, że takim nosem można kogoś dziobnąć.
– Podobno miałaś jechać z ojcem na spotkanie z prezydentem – zagadnęła Dot.
Daisy struchlała. Niepotrzebnie chwaliła się przed wszystkimi tym zaproszeniem.
– Rozumiem, że zabrał swoją… hm… panią – ciągnęła Dot. – To dość nietypowe jak na wizytę w Białym Domu.
– Prezydent zapewne lubi czasem spotkać się z gwiazdą filmową – odparła Daisy. – Jemu też należy się odrobina blasku, nie sądzisz?
– Nie wyobrażam sobie, żeby Eleonorze Roosevelt się to spodobało. „Sentinel” podaje, że wszyscy inni mężczyźni przybyli z żonami.
– Jakże roztropnie z ich strony. – Daisy odwróciła się, szukając okazji do uwolnienia się od towarzystwa Dot.
Wypatrzyła Charliego Farquharsona, który właśnie ustawiał siatkę do tenisa plażowego. Był zbyt dobroduszny, by naigrawać się z niej z powodu Gladys Angelus.
– Jak się masz, Charlie? – rzuciła wesoło.
– Chyba dobrze. – Charlie się wyprostował. Był to wysoki dwudziestopięcioletni mężczyzna z niewielką nadwagą, który lekko się garbił, jakby nie chciał przytłaczać innych swoim wzrostem.
Daisy przedstawiła mu Evę. Charlie był uroczo niezdarny w towarzystwie dziewcząt, jednak zapytał Evę o wieści od rodziny, która została w Berlinie, chciał także wiedzieć, jak jej się podoba w Ameryce.
Eva СКАЧАТЬ