Название: Głód
Автор: Graham Masterton
Издательство: PDW
Жанр: Ужасы и Мистика
isbn: 9788376748184
isbn:
– Pracuje, tak? A jak macałeś mnie po dupie w hallu to też była praca, co?
– Wyjdź z tego pokoju – zażądał Peter. – Przepisz na maszynie wszystkie notatki, które sporządziłaś do tej pory i postaraj się, żeby jak najszybciej trafiły na moje biurko.
– Nie zwolnisz mnie?
– A niby dlaczego? Jesteś zupełnie dobra w pracy, pod warunkiem, że nie przeszkadzasz mi, stawiając jakieś niedorzeczne pytania. Poza tym zbyt wiele cennego czasu zajęłoby przyuczanie twojej następczyni.
Karen z niedowierzaniem potrząsnęła głową.
– Wiesz co? – zapytała. – Nie wierzę, że ty jesteś prawdziwy. Nie wierzę, że jesteś normalną ludzką istotą.
– Zapewniam cię, że nią jestem. A teraz, czy zaczniesz przepisywać te notatki, czy jednak chcesz, żebym zmienił zdanie i cię zwolnił?
Karen miała zamiar powiedzieć coś jeszcze, coś złośliwego, absurdalnego. Zdołała się jednak opanować i w milczeniu nabrała powietrza w płuca. Nie chciała stracić tej posady, naprawdę nie chciała. Ledwie uświadomiona snuła się w jej głowie myśl, że Peter Kaiser jest zbyt gruboskórnym facetem, żeby jakiekolwiek obelżywe słowo sprawiło mu przykrość. Co najwyżej będzie bawił się sceną, w której ona zrobi z siebie idiotkę.
Zamknęła notatnik, uśmiechnęła się krzywo do Fran i ustąpiła jej miejsca.
– Nie łącz do mnie żadnych telefonów – rzucił za nią Peter, kiedy wychodziła z pokoju. – Przez najbliższe dwie godziny nie ma mnie dla nikogo.
Karen skinęła głową i zatrzasnęła za sobą drzwi.
Wróciwszy za swoje biurko, w małym sekretariacie przylegającym do pokoju Petera Kaisera, udekorowanym jedynie pocztówkami z Mount Shasta, Karen trzasnęła notatnikiem o podłogę i zaczęła się zastanawiać. Dlaczego właściwie tak się zdenerwowała? Przecież w gruncie rzeczy był zwykłym politycznym chłopcem na posyłki, tyle że o zimnej krwi i kompletnie pozbawionym uczuć. Chyba dlatego, że tak naprawdę nie potrafiła przywyknąć do reprezentowanej przez niego obojętności wobec innych ludzi. Jedna z jej przyjaciółek chyba miała rację, tłumacząc, że w sumie nikomu nie przeszkadza, iż Peter Kaiser bezustannie maca kobiety po tyłkach, gdyż w gruncie rzeczy ma to takie samo znaczenie jak zahaczenie pupą o biurko czy niedbale ustawione krzesło.
Mogłabym się zwolnić, pomyślała. Mogłabym podrzeć na strzępy te cholerne procedury bankowe i wyjść z tego zasranego biura.
Coś ją jednak powstrzymywało. Zdała sobie sprawę, że dlatego właśnie kobiety nie potrafią robić dobrych interesów. Dlatego, bo są zbyt uczuciowe, pewne sceny niepotrzebnie zapadają im w serca. A Karen miała zamiar jak najwyżej wspiąć się po drzewie, na którego koronie górował Shearson Jones. Konflikt z Peterem Kaiserem na tej drodze nie był najlepszym pomysłem.
Zaczęła powtarzać w myślach: Peterze Kaiser, mam cię w dupie. Potem siedem razy głęboko odetchnęła. Następnie pozbierała z podłogi papiery, przygotowała swoją elektroniczną maszynę IBM i zaczęła przepisywać jego pierdolone notatki.
Jeszcze dobrze nie zaczęła, kiedy zadzwonił telefon. Podniosła słuchawkę i powiedziała uprzejmie:
– Biuro Petera Kaisera. Z kim mam przyjemność?
Usłyszała jakieś trzaski, jakby rozmowa łączona była z bardzo daleka, i wreszcie ktoś zapytał:
– Czy mógłbym rozmawiać z senatorem Jonesem? Telefonuję z Kansas.
– Senator Jones przebywa obecnie w swoim biurze w Senacie. Jest tutaj jedynie Peter Kaiser, jego osobisty doradca.
– Nazywam się Ed Hardesty. Dzwonię z Wichita w stanie Kansas. Poprzedniej nocy rozmawiałem z senatorem w sprawie pszenicy…
– Tak?
– Cóż, mam więcej informacji na temat zarazy. Wyniki testów przeprowadzonych w laboratorium w Wichita, przynajmniej częściowe wyniki. Czy mogłaby mi pani podać numer, pod którym mógłbym złapać teraz senatora?
– Poproszę go, żeby to on zatelefonował do pana. Przepraszam, nie usłyszałam pańskiego nazwiska.
– Hardesty, Ed Hardesty. Senator Jones był przyjacielem mojego ojca. Proszę przedstawić mnie senatorowi jako syna Dana Hardesty’ego.
Karen słyszała go bardzo słabo.
– Czy mam przekazać senatorowi jakąś wiadomość? – wykrzyczała do słuchawki.
– Tak… Proszę mu powiedzieć, że całe nieszczęście spowodował wirus niewiadomego pochodzenia… Ten wirus atakuje cały kraj, dobiera się nie tylko do pszenicy, ale do wszystkiego, co rośnie!
– Niech pan chwilę poczeka – powiedziała Karen. – Złamałam grafit w moim ołówku. No, teraz, mówił pan o wirusie?
– Tak. Odnotowano go już niemal w całym kraju. Nie tylko na pszenicy, ale i na kukurydzy, soi, na wszystkim… Laboratorium rolnicze tutaj, w Wichita, przeprowadziło testy… Doktor Benson uważa, że zagrożone są wszystkie tegoroczne zbiory.
– Doktor Benson? Jak to się pisze? Tak jak ten Benson z Soap?
– Tak. Dokładnie tak samo. Bardzo panią proszę, niech pani przekaże tę wiadomość senatorowi Jonesowi. Niech on jak najszybciej do mnie zatelefonuje. To bardzo pilne.
– Dobrze – odpowiedziała Karen. – Spróbuję.
Znów nastąpiły potężne trzaski i połączenie urwało się. Karen jeszcze kilkakrotnie powtórzyła słowo „halo”, ale nic to nie dało i odłożyła słuchawkę. Popatrzyła w notatki, które sporządziła podczas rozmowy, po czym podeszła do innej maszyny i szybko wystukała wiadomość dla Petera Kaisera.
„Telefonował pan Ed Hardesty z Wichita, z Kansas, o godzinie szesnastej czterdzieści pięć. Powiedział, że przyczyną gnicia tegorocznych plonów jest wirus, który wystąpił już w całym kraju i zaatakował kukurydzę, soję, kartofle i inne uprawy. Doktor Benson z Wichita, który bada tę sprawę, uważa, że cały naród jest zagrożony”.
Karen słyszała już o tej sprawie w telewizji, jednak tam przedstawiano ją jako sezonowy problem dotyczący kilku farm w odległym Kansas. A kogo, do cholery, obchodzi, co się dzieje w Kansas? No, ale ten Ed Hardesty powiedział teraz, że zaatakowane zostało wszystko i wszędzie. Karen nagle zadrżała. Przeczytała szybko kartkę i poczuła się jakby w nierealnym świecie. Mimo woli zadrżała. No tak, ten facet powiedział przecież wyraźnie: wirus wystąpił już w całym kraju. „Doktor Benson (…) uważa, że cały naród jest zagrożony”.
Ciągle patrzyła na kartkę, kiedy usłyszała jakiś ruch w wąskim korytarzyku. Obejrzała się. W drzwiach stał Peter Kaiser, ciężko opierający się o klamkę, obserwując ją uważnie. Jego twarz nie zdradzała żadnych myśli, ale sposób, w jaki przystanął, z jedną ręką opartą o biodro, podpowiedział Karen, że jest bardziej rozluźniony niż zwykle.
– Ja… СКАЧАТЬ