Название: Syreny
Автор: Anna Langner
Издательство: OSDW Azymut
Жанр: Остросюжетные любовные романы
isbn: 978-83-66611-85-6
isbn:
– Nie wierzę, że dałaś się na to namówić. – Patrzę na nią, a ona mocno się rumieni.
Skoro tak reaguje w mojej obecności, to jak ma zamiar flirtować z nieznajomymi facetami? Jest uosobieniem niewinności, to ostatnia osoba, która nadawałaby się na panienkę do towarzystwa. A jednak wygląda na przekonaną do tego pomysłu.
– Po prostu. – Wzrusza ramionami. – Chcę w końcu zrobić coś szalonego. Mam dość bycia grzeczną córeczką swoich rodziców. Ciągle oczekują, bym była odpowiedzialna i brała na siebie obowiązki dorosłych. A ja choć przez jedne wakacje chcę się poczuć jak każda inna osiemnastolatka.
Większość osiemnastolatek nie bawi się w sponsoring – mówię do siebie w myślach.
– Julka ma rację, to będzie przygoda. I kto wie, może poznamy kogoś ciekawego? Może tego tajemniczego nieznajomego, który wynajął z kumplami całą Veronę? Słyszałam plotki, że jest młody i naprawdę niezły. Ponoć jego rodzice śpią na forsie. – Wiolka oblizuje wafelek i posyła nam znaczące spojrzenie.
Omal się nie krztuszę, gdy znów wspomina o Przystojnym Dupku. Naprawdę chcę im powiedzieć, że wiem, kto to jest, ale jakoś nie mam odwagi. Pewnie zaczęłyby zadawać milion pytań albo co gorsza nalegałyby, abym je z nim poznała.
– Jak planujecie to rozegrać? Same wybierzecie sobie „klientów” czy będziecie czekać, aż ktoś do was podejdzie? – pytam nagle, chyba zbyt entuzjastycznie, bo Julia podnosi głowę i patrzy na mnie zaskoczona. A ja przecież muszę zacząć zbierać informacje, bo czas ucieka, a artykuł sam się nie napisze.
– Miałyśmy sporo odpowiedzi pod naszym ogłoszeniem, ale większość to byli napaleńcy, którzy myśleli tylko o jednym. Mam nosa do facetów z klasą. Ani jeden taki do mnie jeszcze nie napisał. Ale wiem, że tacy są, i to tutaj, w Burzewie. Wszędzie rozpoznam drogą dobrze skrojoną koszulę i markowe buty. – Wiola uśmiecha się z wyższością, a ja ani przez chwilę nie wątpię w jej szósty zmysł zwany inaczej „radarem stylu”. Odkąd tu dzisiaj wpadła, jakieś dziesięć razy spojrzała z obrzydzeniem na moje klapki z bazaru, chociaż nie powiedziała na ich temat ani słowa.
– Pójdziemy na imprezę. Co powiecie na Kołobrzeg? To rzut kamieniem od Burzewa i niedawno otworzyli tam nowy klub, ponoć mają genialne drinki! Nasza w tym głowa, by poznać przystojnych turystów i zachęcić ich do siebie.
Nie wierzę, że te słowa wypowiada moja nieśmiała Julka, ale jak widać, przez ten rok trochę się zmieniła.
– No i mamy znak rozpoznawczy. – Wiola pokazuje mi tatuaż w kształcie muszelki na wewnętrznej stronie ramienia. Sprytne: nie jest widoczny, dopóki nie podniesie ręki.
– Tylko mi nie mów, że jest prawdziwy – marudzę, bo teraz już wiem, że można się po niej spodziewać wszystkiego. Właśnie zrozumiałam, co oznaczało tajemnicze zdanie w ogłoszeniu: Tylko w Burzewie znajdziesz tak piękne muszelki.
– Żartujesz?! Nie zrobiłabym tego swojej skórze. Ale wszystkie trzy mamy taki sam, więc jeśli ktoś czytał ogłoszenie, powinien to skojarzyć. Subtelnie i z klasą.
Julia się uśmiecha i także prezentuje swój tatuaż, a ja przeklinam w duchu pomysłowość moich przyjaciółek.
– Czas na ciebie. Jeśli chcesz iść z nami na dzisiejszą imprezę, musimy zrobić ci dziarę.
Normalnie bym odmówiła, ale nie teraz, kiedy mam w głowie artykuł, soczystą piątkę w indeksie i pochwały od profesora. Mam też wyrzuty sumienia, bo nie chcę zdradzać się ze swoim planem przed dziewczynami.
– Zgoda, ale nie chcę brać w tym udziału. Będę wam towarzyszyć, dobrze się bawić, ale nie będę Syreną, która chce złapać faceta i brać za to kasę, okej?
– Nie bądź taka, nie unoś się dumą. – Wiolka celuje we mnie wafelkiem. – Normalnie też byśmy rozmawiały i flirtowały z facetami.
– Dobrze wiesz, że to nie to samo, szczególnie po ukazaniu się tego nieszczęsnego ogłoszenia – rzucam i zaczynam energicznie wycierać ladę.
– Ale naprawdę chcesz iść z nami? Jeszcze wczoraj wyglądałaś, jakby… – Wiolka mruży oczy i patrzy na mnie podejrzliwie.
Jest sprytna, ale niemożliwe, by czegoś się domyślała. Nie mogę powiedzieć im o artykule. Mogłyby się spłoszyć albo nie zachowywać się wystarczająco naturalnie przy klientach. Jeśli mam stworzyć dobry, wiarygodny tekst, muszę zachować wszystko w tajemnicy.
– Zmieniłam zdanie. W końcu mamy wakacje, trzeba się bawić – odpowiadam pospiesznie i uśmiecham się z wysiłkiem. – Mój jedyny warunek to normalne ubranie. Nie chcę wyglądać jak desperatka, która szuka faceta. Bez urazy, dziewczyny. Żadnych obcisłych krótkich kiecek i butów na obcasie.
– Nie możesz odstawać od nas wizualnie, to zepsułoby cały efekt. – Wiola prycha z wyższością.
– Nie martw się. Ubierzemy się z klasą, nie wulgarnie. – Julia uśmiecha się do mnie pokrzepiająco.
Patrzę w jej niewinne i jakby nieświadome nadciągającej katastrofy oczy. W przeciwieństwie do Wiolki nigdy nie imprezowała zbyt wiele, nawet w nasze szalone wakacje. Podejrzewam, że nie ma pojęcia, jak bardzo bezpośredni i namolni bywają mężczyźni w klubach.
– To kiedy zaczynamy? – pytam z radością. Dwie pary oczu skupiają się na mnie, a ja czuję się tak, jakbym została przyłapana na gorącym uczynku.
– Co się zmieniło przez jedną noc, Majka? Jeszcze wczoraj chciałaś mnie zabić, jak tylko wspomniałam o spotykaniu się z facetami. – Wiola przygląda mi się uważnie, jakby chciała odczytać moje myśli. Poza tym, że jest uparta, jest też bardzo dociekliwa.
– Nic się nie zmieniło – kłamię. – Po prostu postanowiłam wam zaufać. Jesteście dorosłe. Pójdę tam z wami i będę dyskretnie pilnować, by nic złego się nie stało. Zabawimy się jak za starych dobrych czasów.
– W końcu gadasz normalnie! Jeszcze będziesz nam dziękować, że cię w to wkręciłyśmy. – Moja przyjaciółka zaczyna podskakiwać uradowana, a ja robię dobrą minę do złej gry.
Nie jestem pewna, czy powinnam ryzykować dobre imię i bezpieczeństwo dziewczyn. Tłumię w sobie wyrzuty sumienia, tłumacząc, że przecież i tak by to zrobiły, ze mną czy beze mnie. Ale prawda jest taka, że boję się wszystkiego – tego, że stanie się coś złego, że ktoś będzie nagabywał moje przyjaciółki albo że mój plan z artykułem nie wypali. I w końcu tego, że po prostu wszystko się wyda, a one mnie znienawidzą.
***
Kilka godzin później stoję przed jednym z modnych kołobrzeskich klubów o wdzięcznej nazwie Hydroliza i trzęsę się z zimna. Mam na sobie stanowczo zbyt dopasowane ciuchy, chociaż i tak udało mi się wywalczyć dżinsy, podczas gdy Wiolka namawiała mnie na spódniczkę, która ledwo zasłaniała tyłek. СКАЧАТЬ